Playlista Mogwai wcale nie była monotonna (jak twierdzą malkontenci), a na scenę eksperymentalną udało mi się dostać za każdym razem (choć to fakt, że sala była maleńka).
Hity: oczywiście Of Montreal (energia, rajtuzy w kwiaty, pan w masce tygrysa i golenie wąsów) i Mogwai (na Mogwai przypałętało się jakieś gadające bydło które albo chciało przeskakiwać przez barierkę, albo mówiło dużo, głośno i głupio, więc musiałam agresywnie uciszać O_o), poza tym Lutosphere (lutosławski pomysł Możdżera, który zapuścił włosy, w związku z czym wygląda jak Kurt Cobain powstały z martwych), Jacaszek (zmiażdżyło) i Menomena.
Caribou (multiinstrumentalista wypasowicz z Kanady) też podobno dawał radę, ale na nim akurat nie byłyśmy, tak samo jak na Modified Toy Orchestra (zmodyfikowane niechciane zabawki ze sklepów z używanymi rzeczami - jak głosi festiwalowa książeczka).
Podobało się: British Sea Power (świetny koncert, ale i tak ich nie lubię), Clinic, Waglewscy, Kammerflimmer, James Chance, So So Modern, Singapore Sling i Polpo Motel.
Śmiechowe: Dick4Dick (czyli ile piosenek można napisać o męskich narządach rozrodczych), Bajzel (uroczy chłopiec z gitarą i automatem do podkładów) i Czesław (Czesław mnie rozczarował) oraz Hungry Hungry Models (set didżejski grający do rana w składzie: dwóch panów figurantów bardzo metro i pani odwalająca całą robotę).
Kity: na samym początku, skuszone nazwą, miałyśmy wątpliwą przyjemność naciąć się na Budynia i Sprawców Rzepaku; Muchy też były nudne, jako i francuskie disko (Dat Politics, którzy w dodatku spóźnili się, ponieważ mieli problem z podłączeniem projektora, co moim zdaniem mogli sobie darować, bo mieli bardzo nieciekawą animację).
Chwała Rojkowi także za zorganizowanie zabawy aż do 6:00 i za płaszcze przeciwdeszczowe.
Foty
"Lechu, damy radę z paso doble?" - ozwał sie głos z tłumu.
Lutosfera - tak jak atmosfera, albo strato, ale luto.
Rzeczone płaszczyki
Of Montreal fakin grejt
Mogwai. Ach, och.
Waglewscy byli przyjemni, a Fisz piękny.
Singapore Sling, czyli Surf/Garage/Electro z Islandii; w każdym razie brzmieli trochę jak grunge; po lewej w koszulce w kratkę pan od potrząsania tamburynem, a po prawej - pani z gitarą.
Wszystkie zdjęcia:
![]() |
| Off festival 2008 |
Do posłuchania:
Of Montreal
(niczego innego nie ma w necie)
Clinic
Caribou
Menomena
Kawałek Kulki
Singapore Sling
So So Modern
Polpo Motel
Jacaszek
- SCENA GŁÓWNA
Of Montreal
- SCENA LEŚNA
(niczego innego nie ma w necie)
Clinic
Caribou
Menomena
Kawałek Kulki
- SCENA OFFENSYWY
Singapore Sling
So So Modern
- SCENA STRUCTURA EXPERIMENTAL
Polpo Motel
Jacaszek

2 komentarze:
HA!!! wiec jednak i was ruszyl najwiekszy muzyczny orgazm swiata,huh? dla mnie to bogowie koncertowi, placze ze nie doznalam razem z wami. plaszczyki super, mam nadzieje ze zabralyscie do domu. spalyscie z horda na polu namiotowym czy w suminie? och ach ale bym chciala tam pojechac z wami... :( bsp tez przypuszczam byli spoko loko i tez ich nie lubi. danius lubi of montreal.
btw, co za wsciekly turkus w naszym m4? porobcie zdjecia!
my calujemy was mocno, stuart przyjechal do londynu, idziemy w srode do muzeum razem, ale co za kolo z niego - nie uprzedzil i nie przywiozl fajek a tu nie ma west ice!
Mysiu, przecież od początku było wiadomo, że Mogwai rządzi razem Of Montreal, choć to były dwa zupełnie różne koncerty (Mogwai jak Mogwai, stali, grali i miażdżyli a pan z OM wystąpił w majtach z falbankami i rajtuzach w kwiaty i dał se ogolić wąsy na scenie).
Spałyśmy u nas na Koma, wszak lalunie za namiotami nie przepadają :P
Prześlij komentarz