środa, 30 stycznia 2008
Sound and the Fury...
Arctic Monkeys - "Fluorescent Adolescent"
The Klaxons - "It's Not Over Yet"
... czyli mordercze nastroje.
Świat po mojej obronie stał się co prawda jakby lżejszy, ale specjalnie się nie wzruszył tym, że zostałam w końcu po długich bojach dyplomowaną komparatystką. Dziwne O_o.
Ergo sesja mnie dopadła. Nawet trzeci litr Tajgera na zmianę z mate nie pomaga. Szit.
poniedziałek, 28 stycznia 2008
niedziela, 27 stycznia 2008
Dla Joni
piątek, 25 stycznia 2008
środa, 23 stycznia 2008
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Nadchodzi najgorszy dzień w roku
Gazeta Wyborcza 10:33
Jeśli ludzkie samopoczucie ma wpływ na finanse, to w poniedziałek na giełdzie powinny być spadki. Tego dnia wypada Blue Monday, najbardziej przygnębiający dzień w roku - pisze "Gazeta Wyborcza".
W 2008 r. najbardziej depresyjny dzień przypada w najbliższy poniedziałek 21 stycznia.
A to znaczy, że właśnie nadchodzi Blue Monday.
Autorem algorytmu pozwalającego wyliczyć tę datę jest dr Cliff Arnall z Cardiff University. Formułę opracował trzy lata temu. Uwzględnia w niej masę czynników - od meteorologicznych (zwykle w pod koniec stycznia od dawna panuje pochmurna pogoda) przez psychologiczne (brak motywacji, porażka postanowień noworocznych) po ekonomiczne.
i dziwny product placement...
niedziela, 20 stycznia 2008
sobota, 19 stycznia 2008
piątek, 18 stycznia 2008
czwartek, 17 stycznia 2008
W jednym z pubów zbadano zawartość miski z orzeszkami wystawionymi na barze jako poczęstunek dla klientów - znaleziono w niej pięć rodzajów męskiego moczu. Grozą wieje również z raportów sanepidu, które donoszą, że u pracowników gastronomii często udaje się wykryć na rękach bakterie coli, występujące w kale ludzkim.
Z dzisiejszej Interii.
Poza tym Kluch nadal chory, autobusy się spóźniają, biblioteki mają dziwne godziny otwarcia, konspekty nie chcą pisać się same, recenzenci nawalają, na naszej klasie nikt mnie nie dodał do znajomych, Matthew the Gross jednak się rozmnożył, a przy wymianie tuszu w drukarce polała się krew.
Wszystko sux.
Z dzisiejszej Interii.
Poza tym Kluch nadal chory, autobusy się spóźniają, biblioteki mają dziwne godziny otwarcia, konspekty nie chcą pisać się same, recenzenci nawalają, na naszej klasie nikt mnie nie dodał do znajomych, Matthew the Gross jednak się rozmnożył, a przy wymianie tuszu w drukarce polała się krew.
Wszystko sux.
wtorek, 15 stycznia 2008
sobota, 12 stycznia 2008
czwartek, 10 stycznia 2008
Dzień "Anchormana"
They've done studies, you know. 60% of the time it works, every time.
For just one night let's not be co-workers. Let's be co-people.
Why'd you say that, Ron? Why? You're my hero. And you say something dirty. Like poop. Poop mouth. I hate you, Ron Burgundy. I hate you.
Fare thee well, Baxter.
Where'd you get your clothes?... from the... toilet store?
I have a nick name for my penis. It's called the Octagon, but I also nick named my testes - my left one is James Westfall and my right one is Doctor Kenneth Noisewater. You ladies play your cards right you just might get to meet the whole gang.
You will eat that cat poop before you talk about my city that way again.
Fine. I'll eat the cat poop, will you bring me a steak?
I'll eat the whole hunk of shit. I don't care.
A przedwczoraj "Reprise". 100% na Rotten Tomatoes. Bardzo skandynawski.
Domiś: I co, wyczyściłaś im komin?
They've done studies, you know. 60% of the time it works, every time.
For just one night let's not be co-workers. Let's be co-people.
Why'd you say that, Ron? Why? You're my hero. And you say something dirty. Like poop. Poop mouth. I hate you, Ron Burgundy. I hate you.
Fare thee well, Baxter.
Where'd you get your clothes?... from the... toilet store?
I have a nick name for my penis. It's called the Octagon, but I also nick named my testes - my left one is James Westfall and my right one is Doctor Kenneth Noisewater. You ladies play your cards right you just might get to meet the whole gang.
You will eat that cat poop before you talk about my city that way again.
Fine. I'll eat the cat poop, will you bring me a steak?
I'll eat the whole hunk of shit. I don't care.
A przedwczoraj "Reprise". 100% na Rotten Tomatoes. Bardzo skandynawski.
Domiś: I co, wyczyściłaś im komin?
niedziela, 6 stycznia 2008
Tekst tygodnia: lubisz czasem zszamać obłego murzynka, kowboju? (wygrzebane na trendi portalu nasza-klasa.pl)
Zaskoczenie roku (ubiegłego): Lily Allen. Po dziewczynce znanej mi głównie z pudla i kaprysów (ach, te ambitne lektury dni ostatnich) nie spodziewałam się takiej muzyki i zupełnie niezłych tekstów.
Just smile.
Zaskoczenie roku (ubiegłego): Lily Allen. Po dziewczynce znanej mi głównie z pudla i kaprysów (ach, te ambitne lektury dni ostatnich) nie spodziewałam się takiej muzyki i zupełnie niezłych tekstów.
Just smile.
Czkawka tym razem pijacka. Chyba teraz wszyscy przykrzy ludzie z Łubu źle o mnie myślą. Kij im w oko.
Kozackie fazy jednak zawsze kończą się źle. Prędzej czy później.
Koty z niezidentyfikowanego powodu się kolektywnie porzygały. Teraz ja umieram na kaca a Klusek nie wiem, czemu, ale jest śnięty.
Domiś: Nie zamierzam tarzać się w gównie.
Can't you see that all that stuff's a sideshow
Widok z okna:


Kozackie fazy jednak zawsze kończą się źle. Prędzej czy później.
Koty z niezidentyfikowanego powodu się kolektywnie porzygały. Teraz ja umieram na kaca a Klusek nie wiem, czemu, ale jest śnięty.
Domiś: Nie zamierzam tarzać się w gównie.
Can't you see that all that stuff's a sideshow
Widok z okna:
sobota, 5 stycznia 2008
Zniesmaczenie i mentalna czkawka.
Dziś kiepski dzień na zdjęcia, więc żadnych nie będzie.
Anka: ale idziesz dziś na tańce, to możesz komuś dokopać.

"Wristcutters": dobry film, przyjemna ścieżka i ładni ludzie.
Dziś kiepski dzień na zdjęcia, więc żadnych nie będzie.
Anka: ale idziesz dziś na tańce, to możesz komuś dokopać.

"Wristcutters": dobry film, przyjemna ścieżka i ładni ludzie.
piątek, 4 stycznia 2008
Wczorajsza kozacka faza nie zakończyła się tym razem kolizją z rzeczywistością, choć obawiałam się tego po spotkaniu hordy brzydkich ludzi mówiących z pełnymi ustami, co, jak wiadomo, zwykle bywa złym znakiem.
Chyba zacznę praktykować poranne picie wiśniówki.
Kluch wrócił większy i ładniejszy, a poza tym taki sam - wygłodzony, nastroszony i z histeryczną potrzebą przytulania się nad ranem.
Poza tym zupełnym przypadkiem mam w końcu "Wristcutters" i nadal brak mi pomysłu na bloga, w związku z czym będę wstawiać sobie bezsensowne zdjęcia, linki i teledyski.
Chyba zacznę praktykować poranne picie wiśniówki.
Kluch wrócił większy i ładniejszy, a poza tym taki sam - wygłodzony, nastroszony i z histeryczną potrzebą przytulania się nad ranem.
Poza tym zupełnym przypadkiem mam w końcu "Wristcutters" i nadal brak mi pomysłu na bloga, w związku z czym będę wstawiać sobie bezsensowne zdjęcia, linki i teledyski.
wtorek, 1 stycznia 2008
Dzień obleśny
Matthew "Gross" McConaughey - The Yuckiest Man Alive

Lexington Bridge - Pięciu Real Manów For The Weekend
Jimi Blue - słodki, że aż się rzygać chce
Kraków jeszcze nigdy, tak jak dziś, nie był taki przykry. Do tego w całym mieszkaniu wali nieświeżością, a mój kot wróci z pola walki dopiero jutro. Maszyna bardzo nieswoja.
Całe szczęście, że jutro nie muszę iść do szkoły.

Lexington Bridge - Pięciu Real Manów For The Weekend
Jimi Blue - słodki, że aż się rzygać chce
Kraków jeszcze nigdy, tak jak dziś, nie był taki przykry. Do tego w całym mieszkaniu wali nieświeżością, a mój kot wróci z pola walki dopiero jutro. Maszyna bardzo nieswoja.
Całe szczęście, że jutro nie muszę iść do szkoły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























