piątek, 4 stycznia 2008

Wczorajsza kozacka faza nie zakończyła się tym razem kolizją z rzeczywistością, choć obawiałam się tego po spotkaniu hordy brzydkich ludzi mówiących z pełnymi ustami, co, jak wiadomo, zwykle bywa złym znakiem.
Chyba zacznę praktykować poranne picie wiśniówki.

Kluch wrócił większy i ładniejszy, a poza tym taki sam - wygłodzony, nastroszony i z histeryczną potrzebą przytulania się nad ranem.

Poza tym zupełnym przypadkiem mam w końcu "Wristcutters" i nadal brak mi pomysłu na bloga, w związku z czym będę wstawiać sobie bezsensowne zdjęcia, linki i teledyski.

1 komentarz:

wajner pisze...

i zaraz ogladamy wristcuttersów.yay.etgar-you're being loved.mental people who gave us the film on the net-you're being loved.amen.